Po rekolekcjach

Od rekolekcji minął już co prawda ponad miesiąć, jednak ci którzy byli na nich obecni na pewno z chęcią przypomną sobie pobyt w Puławach, zaś ci, którzy nie mogli się pojawić, będą mogli przeczytać o tym, co się tam wydarzyło. Autorem poniższych refleksji porekolekcyjnych jest Paweł Kaczmarski.

Trzydniowe spotkanie Polskiej Wspólnoty Episkopalnej w Puławach było być może ostatnim tego rodzaju – gdzie pod hasłem „rekolekcji” połączyliśmy zarówno głębokie, kontemplacyjne rozmowy na „tematy duchowe”, jak i bardzo konkretne, organizacyjne czy techniczne wręcz dyskusje na temat przyszłości Wspólnoty. Razem z biskupem Pierrem Whalonem – w dyskusji zamykającej spotkanie –doszliśmy bowiem do wniosku, że w miarę rozwoju Wspólnoty te dwie sprawy trzeba będzie nieco wyraźniej rozdzielić. Z jednej strony coraz częściej potrzebować będziemy „właściwych” rekolekcji, poświęconych w całości duchowej odnowie (jak wskazuje polskie słowo rekolekcje) czy wręcz chwilowemu wycofaniu z codziennego życia (jak sugeruje angielskie retreat). Z drugiej strony, spraw organizacyjnych i administracyjnych będzie tylko przybywać – i przed całą Wspólnotą staje wyzwanie znalezienia takich form komunikacji, które z codziennych technicznych i logistycznych problemów nie uczynią przeszkody nie do pokonania.  W tym sensie rozwój każdej Wspólnoty, także wspólnoty religijnej i Kościoła, łączy się z powstawaniem podziałów. Nie muszą to być podziały destruktywne, na „obozy” i „frakcje” – mogą równie dobrze dotyczyć funkcji, zajęć, obowiązków, czasu pracy. O tym, że każde „tworzenie” prowadzi do „dzielenia”, najlepiej przypomina oczywiście biblijna historia o stworzeniu świata – które zaczęło się podziałem przestrzeni (na światło i ciemność, wody i ziemię), a skończyło podziałem czasu (na szabat i resztę tygodnia). Podziały pojawiające się w nowopowstałej żydowskiej sekcie określiły kształt całej teologii politycznej Pawła z Tarsu.

Jeśli chodzi o rozwój PWE w najbliższych miesiącach, to puławskie rekolekcje i otwarte rozmowy z bp. Whalonem przyniosły kilka konkretnych postanowień. Ustalono, w jakim trybie kształcić się będą przyszli lokalni liderzy i kandydaci na lay readers.  Rozważaliśmy możliwość znalezienia bądź ordynowania na potrzeby PWE młodszego kapłana, dzięki czemu Wspólnota nie musiałaby nadużywać uczynności ks. prof. Rudnickiego. Rozmawialiśmy o geograficznie kłopotliwej sytuacji PWE, o grupach rozproszonych w różnych miastach w całej Polsce i o funkcjonowaniu Kościoła domowego. Najbliższe miesiące, z przewidzianym dla „lokalnych liderów” seminarium w styczniu, powinny przynieść dalsze ustalenia.

Ustalenia są potrzebne. W tej chwili mamy jednak możliwość, żeby uczestniczyć w powstawaniu lokalnego Kościoła, w poszukiwaniu właściwych dla niego form i dróg działania; widzimy go z bliska w momencie, gdy jest szczególnie „plastyczny”, nieoszlifowany, a jednocześnie wyjątkowo wrażliwy – podatny na najdrobniejsze nawet problemy logistyczne, zniechęcenie, zmęczenie, poczucie bezradności. Tym niemniej uczestniczenie w powstawaniu PWE jest doświadczeniem unikalnym (nawet jeśli na spotkaniach takich jak to w Puławach widzimy się tylko w kilkanaście osób) – bo uświadamia, przynajmniej niżej podpisanemu, konieczność zaangażowania. Nie da się po prostu „przystąpić” do Kościoła, trzeba się do niego włączyć.

Takie spostrzeżenie, po pierwsze, idzie pod prąd wielu anegdotom o „episkopalnej mentalności”, o anglikanach przesadnie zdystansowanych wobec własnej tożsamości (jak zażartował biskup Whalon – prawdziwy anglikanin nigdy nie siada w pierwszym rzędzie). Po drugie – uświadamia nam historyczny i materialny wymiar „pracy duchowej”, w której jedynym stałym przewodnikiem jest Duch Święty. Przede wszystkim jednak, przynajmniej właśnie dla mnie, zmusza do zweryfikowania własnych motywacji, dla których wybiera się ten czy inny Kościół. Trudno ukrywać, że na polskim gruncie do TEC przyciąga szczególnie to, co niektórzy nazywają jego „profetycznym” charakterem – odwaga w głoszeniu Ewangelii w sposób radykalnie otwarty i inkluzywny, przekładająca się w praktyce na szereg progresywnych postulatów społecznych. Jedni mówią o „alternatywnym katolicyzmie”, inni, ironizując, o „katolicyzmie z ludzką twarzą”; niezależnie od tego, czy widzimy to jako uproszczenie, w Polsce „silną stroną” episkopalnej duchowości przez długi czas będzie to, co TEC w prosty sposób odróżnia od rzymskokatolickiego mainstreamu: dowartościowanie roli kobiet, tolerancja dla homoseksualistów, inny sposób mówienia o prawach reprodukcyjnych, o demokracji w Kościele – i tak dalej. Trudno udawać, że jest inaczej. Gdy sam po raz pierwszy przyznałem otwarcie, że chcę zostać wiernym TEC, w pewnym sensie motywowała mnie chęć „podpisania się” pod szeregiem postulatów – zamanifestowania określonego światopoglądu.

Mamy do czynienia z pewnym rozdarciem, które znalazło wyraz w dwóch obrazach z homilii bp. Whalona w Puławach. Wyławiam je z pobocznych wątków wypowiedzi biskupa – nie chcę ani nie jestem w stanie zrekonstruować centralnego wywodu.

Z jednej strony – PWE, jak zapewne każdy nowopowstający Kościół lokalny, raz po raz przywodzi nam na myśl obrazy, które kojarzymy z „Kościołem pierwotnym” (czy taki kiedykolwiek istniał historycznie – to inna sprawa). To Kościół, którego doświadczenia wyraża List do Filemona i omawiana w nim historia Onezyma – historia, w której Paweł przynajmniej dwa razy łamie coś, co nazwalibyśmy społeczną konwencją. Po pierwsze, każąc Filemonowi przyjąć do siebie zbiegłego niewolnika; po drugie, w zasadzie nie tyle każąc to zrobić Filemonowi, co prosząc go, odwołując się do wspólnoty chrześcijańskiej wiary. To Kościół, w którym wszystko wymaga osobistego zaangażowania, w którym nic jeszcze nie jest na dobre ustalone. Myślę, że ten Kościół miał na myśli bp Whalon, gdy obiecywał, że razem ze Wspólnotą będzie szukał właściwych dla nas sposobów działania i formowania PWE.

Z drugiej strony, Kościół Episkopalny może się jawić jako szpital – jednak nie w tym sensie, w jakim papież Franciszek mówił niedawno o „szpitalu polowym” – raczej jako miejsce, w którym zranieni wierni innych wyznań przebywają, póki nie wyleczą swoich ran, by potem wrócić do Kościołów, z których przybyli. Do takiego Kościoła przychodzi się jako do gotowej, opiekuńczej struktury.

Wydaje mi się, że te dwa obrazy określają różnicę między „włączeniem się” a „przystąpieniem” do Kościoła. Pierwsze jest wzorem, ideałem, do którego realizacji warto dążyć, drugie – czymś, czego przynajmniej dziś zapewne nie da się zupełnie wyeliminować. Na polskim, konserwatywnym gruncie zaangażowanie się w Kościół otwarty, tolerancyjny i radykalnie inkluzywny zawsze będzie manifestacją polityczną: „przystąpieniem”, „przepisaniem się”, „poparciem” jakiegoś sposobu myślenia czy dyskutowania. Rzecz w tym, żeby znaleźć równowagę, żeby również tutaj szukać osławionej anglikańskiej via media.

Jako Polska Wspólnota Episkopalna (i to najistotniejsze dla mnie doświadczenie, które wyniosłem z Puław) naraz „dołączamy” do stabilnego, rozwiniętego Kościoła, który nas w jakimś sensie przyciąga i przygarnia – i „włączamy się” w budowę Kościoła lokalnego, w którym nic nie jest ustalone, a wszystko wymaga zaangażowania. To koresponduje chyba z fragmentem Ewangelii, o którym dyskutowaliśmy podczas rekolekcji (Mt 15;21-28). Jezus spotyka kobietę kananejską – Syrofenicjankę – która  prosi o uzdrowienie opętanej córki. On odpowiada, że Jego działalność skierowana jest wyłącznie do „owiec, które poginęły z domu Izraela” – ale ona przekonuje Go w końcu, by spełnił jej prośbę. Interpretacja, którą zaproponował do rozważań Jarek Kubacki, opiera się na uznaniu możliwości, że Jezus w ciągu swojego życia pogłębiał rozumienie zbawczej misji powierzonej Mu przez Ojca. W tym kontekście znajdujemy prostą analogię między spotkaniem z Syrofenicjanką a powstawaniem Kościoła lokalnego i naszej Wspólnoty: powołanie nie tylko „odkrywamy”, ale włączamy się w nie, wynajdując, tworząc i przekształcając formułę naszych działań. Innymi słowy, zmiany są nieuchronną konsekwencją odkrywania wspólnotowego i jednostkowego powołania. Kościół powstaje nie „dzięki” tym zmianom, na końcu jakiegoś trudnego procesu – jako nagroda – ale istnieje w samym tym procesie.

Podczas ostatnich organizacyjnych rozmów w Puławach – z udziałem wszystkich uczestników i bp. Whalona – obecne problemy Wspólnoty dało się określić za pomocą dość czytelnych opozycji: determinacji i powściągliwości, chęci do bycia Kościołem „już” i świadomości, jak wiele fundamentalnych problemów  (choćby możliwość regularnego celebrowania Eucharystii) zostało jeszcze do rozwiązania. Tym, czego chyba potrzeba nam szczególnie, jest równowaga: uznanie, że istnieje Kościół, którego częścią chcemy być (w szerszej perspektywie to, oczywiście, Kościół powszechny, w węższej zaś Episkopalny), ale przy jednoczesnym zrozumieniu, że jesteśmy Kościołem poprzez samo budowanie Kościoła. I gdybym mógł przeskoczyć obecny etap tej budowy i pewnej „prowizoryczności” po to, by mieć w okolicy parafię, w której co niedzielę odbywa się nabożeństwo eucharystyczne – nigdy bym się na to nie zdecydował. Duch Święty odnajduje się chyba wyjątkowo dobrze w improwizacji.1391806_622939711062304_1218426279_n

Paweł Kaczmarski – krytyk literacki, mieszka we Wrocławiu. Współpracuje w różnym charakterze z miesięcznikiem „Odra”, magazynem „Rita Baum” i czasopismem naukowym „Praktyka Teoretyczna”.

3 myśli nt. „Po rekolekcjach

  1. P.S.2 I jeszcze coś bardzo dla mnie ważnego: polski grunt nie tylko jest konserwatywny, są też inni ludzie, jest ich całkiem sporo, choć nie są najgłośniejsi…i o tym też trzeba nam pamiętać…

  2. P.S. Mnie najbardziej interesuje ekumenia, od jakichś 20 lat czuję się ‚mieszkanką’ różnych Kościołów, moje ewentualne zaangażowanie nie będzie nigdy deklaracją odejścia od czegokolwiek i kogokolwiek, raczej jest to potrzeba łączenia.

  3. Ja nie widzę Kościoła episkopalnego jako szpitala, ani też KRK, wszystkie potrafią ranić…i o tym też mówił bp Whalon :-) Ja się nie czuję przygarnięta przez stabilny Kościół i nie tak to odebrałam, ale każdy z nas jest różny…może dlatego, że nie potrzebuję przygarnięcia, ale poczucia przestrzeni i możliwości bycia sobą :) Pozdrowienia,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>